Apr 06

Młody i “dobrze się zapowiadający” zdaniem przedstawicieli PiS polityk Adam Hoffman jest osobą, która dosyć często się wypowiada w mediach z racji pełnionej funkcji rzecznika klubu PiS. Niestety powiela on błędy osoby, której szczere intencje są co najmniej wątpliwe -- Jarosława Kaczyńskiego, i naśladuje jego retorykę. Poniżej pierwsza, krótka odsłona Adama Hofmana z wywiadu, który odbył się około 2 miesięcy temu. Niebawem przedstawię kolejne analizy jego wywiadu w “Kropce nad i” z Moniką Olejnik oraz z wywiadu w programie “Tomasz Lis na żywo”. Dzisiaj “Gorący Temat”.

Pierwszy raz mikroekspresję kontrolowanego gniewu możemy zaobserwować kiedy Hoffman mówi, że Donald Tusk i prezydent Komorowski posiadali wiedzę, że nie było żadnych nacisków ze strony Lecha Kaczyńskiego na pilotów i nie ujawnili tego opinii publicznej przed wyborami. Poseł istotnie jest zły, że PO nie ujawnia informacji o katastrofie smoleńskiej, wierząc że te działania są celowym zabiegiem.

Nieco później mówi on, że istnieje wolność wypowiedzi, ale nie jest ona “naszym zdaniem do końca akceptowana przez rządzących”. Wówczas jego wzrok ucieka w prawo. Nie dość, że poseł Hoffman odwraca wzrok od rozmówcy, kiedy padają te słowa, to jeszcze kieruje go w prawą stronę. Wzrok kierowany w prawą stronę może być wskaźnikiem kłamstwa. Wskazuje on bowiem na trwający proces poznawczo-twórczy. Gdyby spojrzał w lewo, wówczas najprawdopodobniej by sobie przypominał a nie wymyślał to, co ma powiedzieć. Całemu zdarzeniu dodatkowo towarzyszy podniesiony podbródek -- poczucie winy z powodu nie wyrażania się najprawdopodobniej szczerze.

Do ostatniego kłamstwa w tej wypowiedzi dochodzi w momencie, w którym Hoffman malowniczo porównuje Platformę Obywatelską do Czarnobyla. Twierdzi on, że z PO jest jak z Czarnobylem i dokładnie po tych słowach subtelnie kiwa głową na “nie”. Jego ciało twierdzi, że nie wierzy we własne słowa. Dalej poseł mówi, że można odbudować domy i ulice, ale promieniowanie zostaje -- w ten sposób uzasadnia porównanie PO do Czarnobyla. Po czym dodaje, że tak samo jest w platformie i tutaj ponownie subtelnie kiwa głową na “nie” co może oznaczać, że wcale tak nie myśli.

written by Jarosław Świątek

Feb 12

Prezydent Komorowski powiedział podobno, że zorganizowanie spotkania Trójkąta Weimarskiego -- szczytu prezydentów Polski i Francji oraz kanclerza Niemiec, było tak trudne, że kiedyś napisze o tym w pamiętnikach. Być może ma to związek z postawą Lecha Kaczyńskiego, który dwukrotnie odwołał swój udział w szczycie oficjalnie z powodów zdrowotnych. Nieoficjalnie w jednym przypadku obraził się na niemieckie publikacje, które nazwały go “kartoflem”. Przedstawiciele Niemiec i Francji mogli wobec tego uznać, że skoro Polska nie chce się spotykać w ramach trójkąta, to oni będą się komunikować poza nim i bez udziału przedstawiciela Polaków.

O postawie Sarkozy’ego w stosunku do Polski może świadczyć jego wypowiedź na konferencji prasowej w Pałacu Prezydenckim. Zaczyna się ona od słów: “Chciałbym powiedzieć, kierując te słowa do prezydenta Polski, bardzo przyjemnie jest być na tym szczycie”. Wówczas na twarzy Sarkozy’ego mamy do czynienia z następującą mikroekspresją:

Podbródek uniesiony a kąciki ust ściągnięte do dołu. To poczucie winy. Dlaczego prezydent Francji chce ukryć poczucie winy przed opinią publiczną? Ano najprawdopodobniej dlatego, że kłamie. Sarkozy wcale nie uważa, że na tym szczycie jest przyjemnie.

Chwilę później mówi on, że bardzo się cieszy, iż Polska, którą zawsze uważał za jeden z wielkich krajów europejskich chce odgrywać w pełni swoją rolę w Unii Europejskiej. Na twarzy Sarkozy’ego ponownie pojawia się mikroekspresja poczucia winy. I to dwukrotnie. Najpierw kiedy mówi, że uważał Polskę zawsze za jeden z wielkich krajów europejskich a następnie gdy powiedział, że cieszy się, iż Polska chce odgrywać w pełni swoją rolę w Unii. Najwyraźniej prezydent Francji nie uważa, że Polska to istotny partner we wspólnocie i nie cieszy go wcale aktywność naszego kraju na arenie międzynarodowej.

Następnie poruszył on kwestię relacji Polski z Rosją. Wyraził zadowolenie, że prezydent Komorowski dąży do normalizacji stosunków z mocarstwem. Jest to zgodne z różnymi decyzjami, jakie podjął Sarkozy i Merkel. Mówiąc te słowa zagryza wargi. To niepokój. Najprawdopodobniej ma on coś w tej kwestii do ukrycia. Być może nie jest wcale zadowolony z tego, że Polska ociepla swoje stosunki z Rosją, a być może jest coś innego, co w związku z tym czuje i myśli.

Z kolei, kiedy mówi o wadze Polski i jej relacji ze wschodnią częścią kontynentu europejskiego, z którą i Francja z Niemcami chcą współpracować delikatnie kiwa głową jakby chciał zanegować tę sytuację i ponownie przejawia mikroekspresje poczucia winy. Nie wierzy więc we własne słowa. Ciało zaprzecza słowom.

Na końcu mówi on o różnych inicjatywach, które Polska, Niemcy i Rosja chcą umożliwić tj. wyjazdy młodzieży, współpraca oświaty i kultury oraz np. współpraca Telewizji Polskiej z jej francuskim odpowiednikiem. Zakańczając swoją wypowiedź oznajmia, że te wszystkie inicjatywy są bardzo słuszne. Wtedy jego twarz ponownie obnaża nieszczerość:

Sarkozy był szczery kiedy mówił o obronności -- planach wspólnej armii europejskiej i roli jaką Polska odgrywa wspierając te działania.
Najwidoczniej różne wydarzenia spowodowały, że nie jest on entuzjastą Polski i nic dziwnego, że prezydent Komorowski miał wielkie problemy ze zorganizowaniem kolejnego spotkania Trójkąta Weimarskiego.

written by Jarosław Świątek

Jan 31

Od jakiegoś czasu trwają comiesięczne pielgrzymki działaczy PiSu na czele z prezesem Jarosławem Kaczyńskim pod pałac prezydencki. Tak jak gdyby tam doszło do tragedii smoleńskiej. Wieczorami z kolei odbywają się wiece, na których prezes przemawia niczym wódz narodu domagając się prawdy i odpowiedzialności rządzących i prezydenta. Oskarża ich nawet o moralną odpowiedzialność za katastrofę. Znalazłem niedawno wystąpienia prezesa PiS w sejmie tuż po tym jak szaleniec wtargnął do łódzkiego biura PiS i zastrzelił asystenta związanego z partią.
Już na początku Kaczyński mówi o rzekomej profanacji krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Wtedy też na jego twarzy pojawia się mikroekspresja strachu:

Najprawdopodobniej o żadnej profanacji mówić nie można, natomiast te mocne słowa miały wywrzeć na słuchających określone wrażenie. Chwilę później prezes Prawa i Sprawiedliwości mówi o tym, że brak reakcji ze strony policji oznacza, że w tym kraju nie ma żadnej praworządności. Wówczas okazuje on niepokój. Nie tylko unosi brwi, ale i przesuwa język w sobie charakterystyczny sposób:

Po raz kolejny użył mocnych słów, które z prawdą nie mają wiele wspólnego, czego każdy -- łącznie z nim samym, ma pełną świadomość. Żyjemy w praworządnym kraju.

Interesującymi momentami, które również mogą wskazywać na kłamstwo są dwa fragmenty, w których mówi on że pod krzyżem miały miejsce sceny wręcz drastyczne oraz że bito tam kobiety i gaszono na nich papierosy, kiedy się modliły. Prezes PiS za każdym razem opuszczał głowę tak, jakby czytał coś z kartki. Jednak w szerszych zapisach z tego fragmentu, niż ten, który zamieściłem widać że wchodzi on na mównicę sejmową bez kartki. Prezes rzadko zresztą korzysta z jakichkolwiek “wspomagaczy” swoich wystąpień. Opuszczenie głowy i odwrócenie wzroku od audytorium może oznaczać poczucie winy. A poczucie winy jest często oznaką, że ktoś kłamie. Czyżby prezes oszukał opinię publiczną? Przecież tak praworządny polityk nie może kłamać. Z pewnością to ja popełniłem błąd.

written by Jarosław Świątek