Ostatnimi czasy cała Polska żyje sytuacją związaną ze śmercią półrocznej Magdy z Sosnowca. A właściwie to nie tyle samą śmiercią, ile tym w jakich okolicznościach do tego doszło. Oto bowiem matka dziecka najpierw utrzymywała, że dziecko zostało porwane. Następnie pod wpływem blefu detektywa Rutkowskiego przyznała się do tego, że upuściła dziewczynkę i ta w wyniku obrażeń zmarła. Szkoda, że dopiero wówczas kiedy doszło do przyznania się do tej sytuacji znalazłem poniższy fragment konferencji prasowej w sieci. Nie jest najwyższej jakości, ale pozwala na dokonanie analizy mowy ciała matki tragicznie zmarłej Magdy.
Materiał ten dostarcza bardzo obszernych danych. Pierwszy raz na to, że matka dziewczynki nie jest szczera podczas tej konferencji dostarcza jej pierwsze zdanie. Potwierdza ona w nim, że miała nie udzielać wywiadów i nie pokazywać twarzy na prośbę prokuratury i tutaj zaznacza, że tylko dlatego. Ten zabieg można określić mianem “pasożyta”. Polega on bowiem na tym, że czyjś argument jest zaprzęgany do obrony własnej teorii czy własnego oszustwa. Matka miała go praktycznie na tacy i nie musiała niczego innego wymyślać. Jednak dodatkowo akcentuje ona, że tylko dlatego to zrobiła. Osoba szczera nie musi przekonywać nikogo do prawdy, bo ją zna. Natomiast osobie winnej na tym znacznie prędzej zależy. Zatem użycie takiego właśnie akcentu potwierdzającego może wskazywać na to, że chce ona się upewnić, że nikt nie będzie miał wątpliwości co do tego, dlaczego nie pokazywała ona wcześniej swojej twarzy w mediach.
To jednak nie koniec. W tym samym fragmencie na ułamek sekundy lewy kącik ust drga. Jest to bardzo subtelna i krótkotrwała ekspresja. To mikroekspresja pogardy, która niejednokrotnie jeszcze zagości na twarzy matki podczas wypowiedzi:
Oznacza ona w wolnym tłumaczeniu “jest coś jeszcze, ale tego się nie dowiecie”.
Nieco później mówi ona, że musiała się wrócić do domu, bo nie wzięła wystarczającej ilości pampersów. Ponownie mamy do czynienia z mikropogardą. I w tym przypadku matka dziewczynki najprawdopodobniej nie jest z nami szczera.
W dalszej części matka opisuje w jaki sposób doszło do porwania. Moją uwagę przykuwa moment, w którym mówi ona, że szła wzdłuż torów tramwajowych i za kościołem świętego Tomasza. Wtedy to przygryza ona szybko wargi i oblizuje językiem:
To oznaka zdenerwowania. Samotnie występująca mogłaby świadczyć o jakimś wydarzeniu związanym z tym miejscem. Jednak w kontekście wywiadu i tego, co dzieje się z tą samą ekspresją dalej może świadczyć o kłamstwie. Ta sama ekspresja pojawia się bowiem już chwilę później przy wypowiedzi o tym, iż wierzy ona, że każda kobieta posiada intuicję. Ona taką intuicję miała i coś jej podpowiadało, że nie jest ok:
To, co zasługuje w tym przypadku dodatkowo na uwagę, to sama forma tej wypowiedzi. Kłamcy nie mając dowodów często zaprzęgają swój system wartości i wierzeń na wzmacnanie swoich argumentów. Toteż stwierdzenie, że wierzy ona, iż kobiety posiadają intuicję i ona też ją miała, jest właśnie depersonalizacją pytania i zaprzęgnięciem na odsiecz systemu wierzeń.
W dalszej części matka stwierdza, że szedł za nią mężczyzna. I ponownie na jej twarzy dostrzec możemy zdenerwowanie i niepokój:
W kwestii owego mężczyzny zdecydowanie coś jest nie tak. Pytanie tylko co. Dzisiaj już wiemy, że nikogo takiego nie było. Chwilę później go opisuje i na samym końcu krótkiego opisu, stwierdza, że miał bardzo długie nogi. Jak patyki. Wówczas ponownie okazuje zdenerwowanie. Opis rzekomego sprawcy porwania także więc wzbudza podejrzenie o prawdomówność matki. Moje wątpliwości rozwiewa jednak inna mikroekspresja, która pojawia się w dalszej części wypowiedzi, ale o tym za chwilę.
Następnie opisuje ona, że ów mężczyzna przyspieszył kroku, więc wzmogło to jej niepokój. Użyła ona sformułowania, że skoro przyspieszył kroku, to chyba normalne jest to, że wzbudziło to jej niepokój. Jest to próba depersonalizacji argumentu i odwołania się do ogólnych wartości i postaw ludzi w podobnej sytuacji. Może wskazywać na nieszczerość.
Nieco później matka mówi, że mijała dużo ludzi i jeździło dużo samochodów. Wówczas to ponownie na twarzy na bardzo krótko gości mikroekspresja pogardy:
Pozwala mi to domniemywać, że świadków tego zdarzenia nie było.
Następne stwierdza ona, że myślała, iż owemu mężczyźnie chodzi o nią. Wtedy to ponownie mamy do czynienia z ekspresją zdenerwowanej osoby, która może chcieć coś ukryć:
Po czym mówi ona, że w okolicach Plater (ulicy zapewne) dostrzegła ponownie tego mężczyznę. Wtedy to dochodzi do wyraźniejszej mikroekspresji pogardy:
W zestawieniu ze wcześniejszym zdenerwowaniem podczas opisywania rzekomego sprawcy jak i samego poruszenia jego kwestii można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że matka kłamie w kwestii owego porywacza. Nikogo takiego nie było. Przynajmniej nie takiego, jak próbuje to ona przedstawić.
Dalej opisuje ona różne kierunki, które wybrała jak np. “pojechałam Mościckiego”, “skręciłam w ulicę Urbanowicz”. Podczas tych lokalizacji gości na jej twarzy ponowne zdenerwowanie. Tak jakby cała trasa, którą miała pokonać z dziewczynką była zmyślona, albo coś się podczas tej trasy wydarzyło, co próbuje ukryć. Dzisaj wiemy już, że pierwsza opcja jest bardziej zasadna.
Nieco później ponownie wspomina o obecności innych ludzi i ponownie pojawia się na jej twarzy pogarda. Niepokój zaś, gdy twierdzi, że mężczyzna zniknął z jej pola widzenia. Kiedy natomiast mówi, że wpadła na dość ryzykowny pomysł pójścia znaną sobie trasą na jej twarzy na ułamek sekundy podnoszą się policzki i kąciki ust:
Ta emocja to zadowolenie. Nie jest to jednak zwykłe zadowolenie. To zadowolenie z wprowadzania innych osób w błąd. Występuje zazwyczaj właśnie w postaci mikroekspresji wówczas, gdy kłamiemy lub gdy coś ukrywamy, a ktoś się męczy ze znalezieniem prawdy.
Następnie stwierdza, że jak się ocknęła, to córki nie było w wózeczku. Wtedy to ponownie pojawia się na ułamek pogarda na jej twarzy. I stwierdza, że ktoś zapytał gdzie jest jej dziecko. Wtedy to pojawia się poczucie winy na bardzo krótką chwilę na jej twarzy:
I dodaje, że w środku wózka leżał tylko lisek. Samo skrywane poczucie winy może świadczyć o kłamstwie, ale i o tym, że w danej kwestii może coś mieć na sumieniu. Dodatkowo nie uwzględniła ona punktu widzenia osoby, która zapytała o jej dziecko w swoim opowiadaniu. Tak bardzo często postępują osoby próbujące wprowadzić kogoś w błąd. Mówią o suchych spostrzeżeniach innych osób nie opisując ich emocji. Osoba prawdomówna mogłaby powiedzieć coś w stylu: “potem podeszła do mnie bardzo zmartwiona kobieta i zapytała bardzo głośno gdzie jest jej dziecko”.
W całej wypowiedzi dodatkowo matka unika kontaktu wzrokowego z dziennikarzami. Osoby kłamiące często boją się, że ktoś może przejrzeć je na wylot, więc unikają wzroku w momencie kłamstwa. Matka małej Magdy czyni to praktycznie przez cały czas trwania swojej opowieści.
Pojedyncze symptomy i wskazówki, które przytoczyłem nie mogą świadczyć o tym, że ktoś kłamie lub nie. Jednak w momencie, w którym tak wiele sygnałów się pojawia w podobnych zdaniach i przytaczanych faktoidach, można mieć duże poczucie prawdopodobieństwa, graniczące z pewnością, że matka dziewczynki kłamała i miała coś do ukrycia. Po przyznaniu się do tego, że nie było żadnego porwania, już wiemy, że był to scenariusz fałszywy. Gdybym dostał ten materiał wcześniej, nie byłby potrzebny żaden wykrywacz kłamstw, którego badaniem nie chciała się poddać matka półrocznej ofiary tragedii.
















